Tak, tak, wiem, wiem. Mamy środek wiosny zimny, a ja tu wyskakuje z takim tematem. No cóż wcześniej nie było kiedy o tym pisać, a trochę słów zawsze może się komuś przydać.
Ale do sedna.
Ale do sedna.
Wszystko zaczęło się w czerwcu. Moje rowerowe życie dopiero wchodziło w 4 miesiąc, a noga była no taka sobie. Z perspektywy czasu widzę że było super dobrze. Kumpel przesłał mi linka do epickiego XX jubileuszowego rajdu w okół Tatr. Tradycyjne 205km i ok. 2,500m w pionie.
Ta rozmowa z czatu wyglądała mniej więcej tak:
"- Młoda musisz jechać ! Będzie fajnie chodź !
- Chyba cię pogięło, ja mam tyle przejechać ??! Tam będą nie wiadomo jakie sztajfy i wg. nie dam rady.
- No dobra jak chcesz ale pomyśl o tym :) "
"- Młoda musisz jechać ! Będzie fajnie chodź !
- Chyba cię pogięło, ja mam tyle przejechać ??! Tam będą nie wiadomo jakie sztajfy i wg. nie dam rady.
- No dobra jak chcesz ale pomyśl o tym :) "
Łoooo pamiętam, że taki dystans to było dla mnie wtedy coś. No właśnie wtedy. Ale teraz mamy teraz.
Kontynuując.
Wakacje się zaczęły, codziennie jakiś trening, nowe drogi, podjazdy, zjazdy, zderzenia z pszczołami, typowe ''exploremore'' i inne sytuacje. Coraz bardziej więc zaczęłam myśleć o udziale. No bo czemu nie ? (Typowe) Ja nie dam rady ?! Przecież to nie wyścig tylko rajd taki na zakończenie wakacji.
Hmmm....
Jadę.
Albo...
Albo chyba jednak nie.
Albo może i tak.
Zobaczę jaką będzie pogoda i zadecyduje.
.......
Albo...
Albo chyba jednak nie.
Albo może i tak.
Zobaczę jaką będzie pogoda i zadecyduje.
.......
W między czasie były pewne problemy. Noga kolejny raz w gipsie. Histerie, że na rower nie wrócę, nie będę biegać i tak dalej. Wyjazd rodzinny i takie tam. No ale co cię nie zabije to cię wzmocni.
29 sierpnia, wieczór
Pogodę sprawdzam co godzinę na pięciu różnych stronach, po każdej części Słowacji i Polski. Będzie full lampa. Rower czysty, a co najważniejsze hamulce działają (nie polecam nikomu tego uczucia kiedy na zjeździe przez przełęcz 50 zakrętów twoje hamulce nagle przestają działać, a z naprzeciwka jedzie kombajn). Wszystko spakowane, żarełko zrobione, ciastka przeciwbombowe też (wrzucę przepis!). No to idziemy spać.
Pogodę sprawdzam co godzinę na pięciu różnych stronach, po każdej części Słowacji i Polski. Będzie full lampa. Rower czysty, a co najważniejsze hamulce działają (nie polecam nikomu tego uczucia kiedy na zjeździe przez przełęcz 50 zakrętów twoje hamulce nagle przestają działać, a z naprzeciwka jedzie kombajn). Wszystko spakowane, żarełko zrobione, ciastka przeciwbombowe też (wrzucę przepis!). No to idziemy spać.
Taaaa.....chciałabym, typowe przed każdym ważniejszym dniem. Wiercisz się w łóżku podniecony jakimś wyścigiem, a rano budzisz się jak zombie.
![]() |
| Somewhere over the rainboooow |
30 sierpnia
Dziś pokonałam prawa fizyki i byłam szybsza niż światło słoneczne. To ja obudziłam je, a nie na odwrót. Kumpel pojechał pod dom i wyruszyliśmy w stronę Nowego Targu.
Obawa numer 1. Czy taka mgła i to zimno to tak będzie cały dzień ?!?!
Serio, nic nie było widać, a mi skręcało brzuch w obawie przed jakimś wypadkiem czy coś.
Obawa numer 1. Czy taka mgła i to zimno to tak będzie cały dzień ?!?!
Serio, nic nie było widać, a mi skręcało brzuch w obawie przed jakimś wypadkiem czy coś.
Przyjazd. Nie ma mnie na liście. No ekstra.... Przecież placiłam. Znowu to samo. Hokus pokus czary mary, zdjęcie na rynku i start.
Pierwsze 30km to jazda w mgle i co chwilowe krzyki "stooop, staaać" A bo to ktoś się wywrócił, jeden stanął na te sprawy, tamten dętkę już wymienia.
Pierwsza górka-pierwszy stresik.
Dookoła słychać zrzucane łańcuchy i pierwsze sapanie.
Dookoła słychać zrzucane łańcuchy i pierwsze sapanie.
Po około godzinie wjeżdżamy na Słowacką stronę. Maskara. Podjazd pojazdem wiadomo, że jest ciężko ale nawierzchnia asfaltopodobna, dziury i tony żwiru jakie tam były powodują że zaczynam martwić się, że zaraz stanę i będę leżeć. Podjazd jeszcze spoko ale jak masz po takiej dziurolandii zjechać to lepiej ubezpiecz koła.
Polaku drogi szanuj swoje drogi !
Zjazd. Pierwszy bufet a na nim full luksus. Może bananka ? Drożdżóweczkę ? Batonik ? Precla na zagryzkę ? Woda czy izotonik ? Naprawdę Panie z obsługi sprawiały taką atmosferę jak byś był studentem u babci na obiadku.

Hop, hop jedziemy dalej.
Znaczy jadę, sama. Znowu.
Ale widzę na oko, że 2-3 km dalej jedzie jakaś grupka. No muszę ich dogonić bo sama przez 20km do kolejnego podjazdu męczyć się nie będę, a dwa to pewnie się zgubie w tym mieście. No to dolny chwyt, 4 cyfrowa liczba watów i ciśniemy ile się da. Dojechałam do 8 osobowej grupki z czego bo chwili zrobiła się czteroosobowa. No ekstra, co się dzieje panowie ?
Znaczy jadę, sama. Znowu.
Ale widzę na oko, że 2-3 km dalej jedzie jakaś grupka. No muszę ich dogonić bo sama przez 20km do kolejnego podjazdu męczyć się nie będę, a dwa to pewnie się zgubie w tym mieście. No to dolny chwyt, 4 cyfrowa liczba watów i ciśniemy ile się da. Dojechałam do 8 osobowej grupki z czego bo chwili zrobiła się czteroosobowa. No ekstra, co się dzieje panowie ?
Czas na najgorsze przyszedł, czyli podjazd 28 km i jakiś 800m przewyższenia.
Nie wiem ile czasu jechałam ten odcinek ale wiem że za dużo robiłam nie potrzebnych potęgujących cierpienie obliczeń w stylu :
- Do bufetu jest jeszcze 20km
- Jadę 13km/h na godzinę
Nie wiem ile czasu jechałam ten odcinek ale wiem że za dużo robiłam nie potrzebnych potęgujących cierpienie obliczeń w stylu :
- Do bufetu jest jeszcze 20km
- Jadę 13km/h na godzinę
- Jeszcze grubo ponad godzina jadzy
- 35 stopni i full lampa
- Został mi tylko niecały bidon picia
- Umrę !!!! Wody !!!!
- Został mi tylko niecały bidon picia
- Umrę !!!! Wody !!!!
Nie wiem jakim cudem, ale gdy woda się skończyła, ja zaczęłam kręcić coś szybciej. Chyba jest podobno jakaś bariera po której napędzasz rower głową, a nie nogami. To było wtedy. Nagle trochę się wypłaszczyło, a na drodze ujrzałam napis "bufet".
O panie.... Jestem w niebie. Dosłownie i w przenośni.
Stoisz, pijesz, jesz a do okoła piękne widoki. Żyć nie umierać.
O panie.... Jestem w niebie. Dosłownie i w przenośni.
Stoisz, pijesz, jesz a do okoła piękne widoki. Żyć nie umierać.
Zjazd był niesamowity !!! Jakieś plus minus 30km w dół.
Uuuuuuuu....
Aaaaaaa....
Aleeeeee fajnieeee.... !!!!
Oooooo....
O kurde szlaban. Korek. Pociąg jedzie !
Uuuuuuuu....
Aaaaaaa....
Aleeeeee fajnieeee.... !!!!
Oooooo....
O kurde szlaban. Korek. Pociąg jedzie !
Parę serpentyn z widokiem na świat i czujesz się jak Kwiato na zgrupowaniu w Livigno.
Ale co dobre się szybko kończy. Kolejny podjazd, trochę krótszy ale stromszy.
Szósta godzina na siodełku, tępo coraz słabsze i na dodatek przede mną jakieś małżeństwo popyka na rowerach.
Ale co dobre się szybko kończy. Kolejny podjazd, trochę krótszy ale stromszy.
Szósta godzina na siodełku, tępo coraz słabsze i na dodatek przede mną jakieś małżeństwo popyka na rowerach.
"- Psze Pani to jakiś wyścig tutaj się dzieje czy co to jest ?
- Rajd wokół Tatr.
- Aaaa.... A to ile jedziecie 100 ? 120 km nie więcej ?
- Więcej, dwieście kilometrów ponad.
- Łooo to ja bym rody ni doł"
- Rajd wokół Tatr.
- Aaaa.... A to ile jedziecie 100 ? 120 km nie więcej ?
- Więcej, dwieście kilometrów ponad.
- Łooo to ja bym rody ni doł"
No i tak. Podjeżdżając towarzyszył mi jakiś miły kolega, który sprawiał wrażenie, że zaraz padnie ni nie wstanie szybko. Cieszyłam się również, że to już ostatni podjazd i za raz będzie już tylko w dół.
Jednak jeśli profil trasy prowadzi w dół na mapie to nie znaczy że tak faktycznie jest !
Bufecik numer 3. Pogawedka z obsługą i ogarnianie całej sytuacji. Co chwila ktoś przyjeżdżał, rzucał rower albo rzucał się na jedzenie. Parę osób przysnęło, inni podziwiali góry które były tak blisko, że prawie na wyciągnięcie ręki.
Jednak jeśli profil trasy prowadzi w dół na mapie to nie znaczy że tak faktycznie jest !
Bufecik numer 3. Pogawedka z obsługą i ogarnianie całej sytuacji. Co chwila ktoś przyjeżdżał, rzucał rower albo rzucał się na jedzenie. Parę osób przysnęło, inni podziwiali góry które były tak blisko, że prawie na wyciągnięcie ręki.
Myślałam, że ostanie kilometry będą szybkie i łatwe. Nie było tak. Co chwila jakieś chopki, a potem chopki. Po wjechaniu do Nowego Targu wydawało mi się, iż nie dojadę ostatnich 10km. Wieje z przodu, wieje z boku i dodatkowo czuję, że zbliża się bombus gigantus. Zdziwiło mnie trochę kiedy podjechał do mnie kolega, który dwie godziny wcześniej stawił się na mecie.
Jestem kobietą, a to wszystko wyjaśnia.
- Ej wszystko dobrze ? Super sobie poradziłaś. Jeszcze tylko kawałek.
- .... (zabijam wzorkiem i foch na twarzy)
Coś się jeszcze tam podarłam ale to oczywiście pod wpływem emocji :p
- .... (zabijam wzorkiem i foch na twarzy)
Coś się jeszcze tam podarłam ale to oczywiście pod wpływem emocji :p
Meta. Duma. Dyplom za uczestnictwo to na plus.
Minus- trochę surowy ryż ze sztucznym chińskim sosem.
Ale szczerze mówiąc jeść mi się nie chciało w ogólne. Dopiero bo 3 godzinach złapał mnie głód.
Klimat ekstra ! Dużo ludzi i rowerów. Zero spiny, pogadasz, pośmiejesz się i dowiesz ciekawych rzeczy.
Podsumowując.
Magia ! Trasa ekstra, pomijając cygański wybrakowany asfalt.
Pogoda super. W tamtym roku lało.
Bufety profesjonalnie zaopatrzone.
Towarzystwo świetne.
Trasa taka że każdy kto jeździ więcej niż po bułki da radę. Kilku kolesi było z północy naszego kraju i przejechali.
Minus- trochę surowy ryż ze sztucznym chińskim sosem.
Ale szczerze mówiąc jeść mi się nie chciało w ogólne. Dopiero bo 3 godzinach złapał mnie głód.
Klimat ekstra ! Dużo ludzi i rowerów. Zero spiny, pogadasz, pośmiejesz się i dowiesz ciekawych rzeczy.
Podsumowując.
Magia ! Trasa ekstra, pomijając cygański wybrakowany asfalt.
Pogoda super. W tamtym roku lało.
Bufety profesjonalnie zaopatrzone.
Towarzystwo świetne.
Trasa taka że każdy kto jeździ więcej niż po bułki da radę. Kilku kolesi było z północy naszego kraju i przejechali.
Było ciężko momentami ale zaj****cie !!!!
Polecam wszystkim, w tym roku będzie ciężej bo trasa idzie od tylu, zwiększa się ilość kilometrów i przewyższeń.
Polecam wszystkim, w tym roku będzie ciężej bo trasa idzie od tylu, zwiększa się ilość kilometrów i przewyższeń.
Skorzystam z okazji i pozdrowię Pana, który myślał że się nie męczę i Pana numer 2 który jechał ze mną przez część trasy choć nie musiał.
Pierwszy mój wpis, chaotyczny i nie wiem czy do końca zrozumiały ale dopiero zaczynam :)
Jeśli kogoś interesuje mój czas to 7 godzin 14 minut.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz